Refleksja nad paraszą Szelach 5785
Czwartek, 12 czerwca, późne popołudnie. Rivkah i ja jesteśmy w Seattle, siedzimy w restauracji niedaleko Pike Place Market. Spojrzałem na telefon i przeczytałem najnowsze wiadomości – o izraelskiej kampanii wojskowej przeciwko irańskiemu reżimowi islamskiemu i ich ludobójczym programie nuklearnym. Wiadomości te nieco mnie zaskoczyły – nie spodziewałem się, że to nastąpi tak szybko – ale jednocześnie napełniły wielką nadzieją. Byliśmy w trakcie naszej wakacyjnej podróży samochodem, podróżując przez kilka stanów. A odkąd te wiadomości się rozprzestrzeniły, spontanicznie podeszło do mnie co najmniej 6 lub 7 osób, nieżydowskich Amerykanów, którzy wyrazili całkowite poparcie lub pełen podziw dla działań państwa Izrael i jego wojska. Czy jesteś Izraelczykiem? – zapytała kobieta w windzie jednego z hoteli w Reno – nie, jestem po prostu Żydem – ale kontynuowała: Jestem zachwycona tym, co Izraelczycy robią teraz, dla siebie i całego świata, i ich odwagą! Ja również – odpowiedziałam – wygląda to jak kolejna materializacja historii Dawida i Goliata z Księgi Królewskiej.



