Refleksja nad paraszą Balak 5785
Motywem przewodnim naszej porcji Tory na ten tydzień jest historia Balaka, króla Moabu, który wzywa proroka Balaama, aby przeklął lud Izraela. Trzykrotnie, z trzech różnych ‘punktów obserwacyjnych” Balaam próbuje wypowiedzieć swoje przekleństwa; za każdym razem jednak spływają jego ust błogosławieństwa Izraela. Jeden z argumentów Balaama, usprawiedliwiającym jego niezdolność do przeknięcia narodu żydowskiego, brzmi następująco:
Czemże mi przeklinać? Wszak nie przeklął Pan! czemże mi złorzeczyć! Wszak nie złorzeczył Wiekuisty!
Oto ze szczytu skał widzę go, a z pagórków spoglądam nań: Oto lud, który oddzielnie mieszka, a między narody się nie zalicza! (Lb 23,8-9, tłum I. Cylkow)
Balaam miał rację, definiując jeden ważny element naszej tożsamości religijnej/narodowej: am lewadad jiszkon – „lud, który mieszka osobno”. Jest to nieunikniona, praktyczna konsekwencja naszego powołania do odrębności. Sama ta koncepcja może przynieść zarówno błogosławieństwo, jak i przekleństwo.
Wiele spośród uniwersalistycznych/kolektywistycznych ideologii i tradycji może mieć problem z tą prostą ideą. Nie zrozumcie mnie źle: nie twierdzę, że jest to w judaizmie lub w nas, Żydach coś, co by usprawiedliwiało, nie mówiąc już o byciu przyczyną antysemityzmu – coś takiego byłoby fundamentalnie błędnym rozumienie mojej sugestii (i oczywiście byłoby to antysemickie, bowiem każde twierdzenie, że coś w judaizmie lub lub coś w nas, Żydach, jest przyczyną antysemityzmu, jest z definicji antysemickie). Nie ignoruję również faktu, że jest wiele innych narodów i grup religijnych uważających się za wyjątkowe, wybrane, czy nawet za lepszych od innych – zdecydowanie tak jest.) Chodzi mi o to, że tak wielokrotne podkreślanie naszej odrębności w naszych fundamentalnych, świętych pismach i osadzenie tej koncepcji w samym sercu naszej tożsamości religijnej i narodowej może samo w sobie prowadzić do jej kwestionowania, i to kwestionowania, które nie zawsze jest czynione w dobrej wierze. To jest, powiedziałbym, pierwotny fakt, który po prostu musimy zaakceptować bo jest to fundamentalna część naszego istnienia i powołania w świecie.
Istnieją zasadnicze powody naszej odrębności. Jednym z najbardziej fundamentalnych jest to, że musieliśmy stać się odrębni, jedyni w swoim rodzaju, aby wprowadzić jakieś zmiany w świecie ludzkim. I to jest błogosławieństwo dla nas i dla otaczającego nas świata (pomimo, że on często zdaje sobie z tego sprawy). To, co nas otaczało – kultura starożytności, w tym kultura moralna i polityczna – było fundamentalnie nie do przyjęcia dla naszych przywódców, dla naszego ludu, ze względu na głęboką niezgodność z naszym sumieniem i wrażliwością. Powiedziałbym, że prawdopodobnie ludzie innych tradycji – przynajmniej niektórzy z nich – również postrzegali społeczno-kulturowy status quo w ten sposób; my jednak mieliśmy czelność go kwestionować, sprzeciwiać się mu i żyć według innych, lepszych standardów. Takie podejście zawsze wywołuje reakcję, często poniżającą lub wrogą.
Pozwólcie, że wyraże tu ponownie moją przewodnią myśl, moje przesłanie: idea odrębności, wyjątkowości, głęboko zakorzeniona w naszej żydowskiej tożsamości z reguły prowadzi do “asymetrycznej rozmowy” z ludźmi reprezentującymi inne grupy religijne lub etniczne. Zatem już na samym początku sprawy mogą potoczyć się albo dobrze, albo źle. Dobrze jest, gdy nasza rozmowa prowokuje więcej pytań i wzbudza bezstronne albo pozytywne zainteresowanie nami jako narodem i tradycją religijną. Sprawy mają się jednak kiepsko, gdy to początkowe kwestionowanie przeradza się w wrogość, pogardę, a w końcu – nienawiść. Tak, to dość powszechne, że ludzie są uprzedzeni, wiedzą wszystko lepiej i nie ma sensu z nimi rozmawiać, dlatego czasem nie da się nic zmienić, trzeba po prostu przejść do porządku dziennego. Jednakże wśród wszystkich narodów są miliony ludzi, którzy nas wspierają, szanują, a nawet uwielbiają. Dbajmy o nasze relacje z nimi, ponieważ jest to w rzeczywistości nasza podstawowa misja jako ludzi. Dlatego moje przesłanie na dziś brzmi następująco. Po pierwsze, nasze relacje z innymi narodami i grupami tożsamościowymi były i zawsze będą asymetryczne, co może powodować, że będziemy zachowywać się defensywnie, co nie jest dobre, nigdy. Musimy być tego świadomi, ilekroć stajemy w obliczu trudnej rozmowy lub relacji z kimś, kto ma problem z nami, jako ludźmi lub z Państwem Żydowskim. Powinniśmy zawsze dumnie wyrażać, a przez to bronić siebie, naszego narodu i naszej tradycji i nie pozwolimy innym definiować miejsca, z którego przemawiamy. Powinniśmy zawsze świadomie wybierać to miejsce, co czasami oznacza wzięcie głębokiego oddechu i rozważną, a bynajmniej nie impulsywną i nie emocjonalną reakcję. Z drugiej strony – i to jest druga część mojego dzisiejszego przesłania – sprawy nie są tak złe, jak mogłoby się wydawać w wiadomościach, mediach, mediach społecznościowych itd. Wciąż mamy wielu dobrych, prawdziwych przyjaciół w świecie nieżydowskim. I sprawy NAPRAWDĘ się poprawią – przywódcy Państwa Izrael, wraz z naszymi dzielnymi żołnierzami, uzbrojonymi w niezwykłą technologię i we współpracy ze USA zdołali zdziesiątkować niemal wszystkich naszych bliskowschodnich wrogów, neutralizując ogromną liczbę zagrożeń zewnętrznych. Postrzeganie nas jako narodu się zmieni i głęboko wierzę, że z czasem będzie się ono poprawiać. Ludzie mają krótką pamięć; za rok lub dwa wielu z nich nie będzie pamiętać, dlaczego stanęło po stronie tych, którzy nas nienawidzą i z nami walczą. I to jest przestrzeń dla naszego zaangażowania i działania: bądźmy dumni z bycia Żydami i zawsze dawajmy dobry przykład innym, niezależnie od ich tożsamości religijnej czy etnicznej.
Szabat szalom!
Rabin Mirski

Leave a Reply