Refleksja nad paraszą Ki Tisa 5786
W parszy Ki Tisa spotykamy jeden z najbardziej dramatycznych momentów Tory: grzech złotego cielca. Lud, czekając na Mojżesza na górze Synaj, staje się niespokojny i niecierpliwy. Zwracają się do Aarona i mówią: „Zrób nam boga, który pójdzie przed nami” (Wj 32:1). Aaron zbiera ich złoto, formuje cielca, a lud woła: „Oto twój bóg, Izraelu, który wyprowadził cię z ziemi egipskiej!” (32:4). Następuje chaos – bałwochwalstwo, hulanki, gniew Boży, wściekłość Mojżesza, który rozbija tablice.
Ale pośród tej katastrofy dzieje się coś głębokiego. Bóg objawia się Mojżeszowi poprzez 13 Atrybutów Miłosierdzia: „Adonaj, Adonaj, Bóg miłosierny i łaskawy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność…” (34:6-7). Te słowa stają się fundamentem liturgii Wysokich Świąt, przypomnieniem, że nawet po głębokim upadku możliwe jest odnowienie. Bóg nie niszczy ludu; zamiast tego oferuje drogę naprzód – nowe tablice, odnowione przymierze.
W tym tygodniu chciałbym zacząć od lżejszej, bardziej współczesnej nuty, która niespodziewanie odbija ten temat niedoskonałości i akceptacji. W drugim sezonie serialu Netflix Nobody Wants This jest moment, w którym Joanne – grana przez Kristen Bell – mówi coś w stylu: „W tym związku jest miejsce tylko dla jednej idealnej osoby – dla mnie”. Padło to z jej charakterystycznym, ironicznym humorem – pół żartem, pół serio – oddając samoświadomą defensywność Joanne w jej skomplikowanym romansie z Noahem, rabinem.
Ta kwestia trafia w sedno, bo jest bardzo relatable. Śmiejemy się, bo wszyscy w jakimś momencie tak czuliśmy: ciche (lub nie takie ciche) przekonanie, że „to ja mam wszystko poukładane”, ja widzę jasno, ja nie potrzebuję poprawiania – a druga osoba… no cóż, ona ma sporo pracy przed sobą. To postawa ochronna. Jeśli ja jestem tą „idealną”, to wszelkie problemy muszą pochodzić od nich. Chroni nas to przed wrażliwością.
Ale parsza Ki Tisa całkowicie odwraca ten scenariusz.
Spójrzmy na lud u podnóża góry. Nie byli przecież wcieleniem zła; byli przestraszeni, zdezorientowani, świeżo wyzwoleni niewolnicy, desperacko szukający pewności w nieobecności przywódcy. Chcieli czegoś namacalnego, kontrolowalnego – „idealnego” substytutu niewidzialnego Boga. Przenieśli swoją potrzebę doskonałości na złoty obiekt. A Aaron? On też próbował opanować lęk tłumu, być może myśląc, że uda mu się okiełznać chaos, dając im to, czego żądali. Ani lud, ani ich przywódca nie rościli sobie moralnej wyższości; wszyscy byli głęboko niedoskonali.
Sam Mojżesz nie jest bez skazy. Rozbija tablice w gniewie – owszem, gniewie sprawiedliwym, ale jednak momencie utraty kontroli. A jednak Bóg nie wymaga od nikogo z nich doskonałości. Zamiast tego modeluje coś znacznie bardziej radykalnego: miłosierdzie, które obejmuje niedoskonałość. 13 Atrybutów to nie lista kontrolna dla bezbłędnych; to boskie zobowiązanie do cierpliwości, przebaczenia i drugich szans. „Cierpliwy, bogaty w chesed” – w dobroci, która trwa nawet wtedy, gdy sami zbudowaliśmy własne złote cielce.
W naszym dzisiejszym diasporowym życiu żydowskim spotykamy własne wersje cielca. Żyjemy w kulturze obsesyjnie skupionej na doskonałości: wyreżyserowane profile w mediach społecznościowych, polityczne testy czystości, a nawet w naszych własnych społecznościach – spory o Izrael, poziomy obserwacji, kto „liczy się” jako autentycznie żydowski. Łatwo wpaść w pułapkę, którą humorystycznie nazwała Joanne: upieranie się, że jest miejsce tylko dla jednej idealnej osoby – ja, moja ideologia, mój sposób bycia Żydem. Wskazujemy palcami na „tamtych” Żydów – zbyt zasymilowanych albo zbyt fanatycznych, zbyt politycznych albo zbyt obojętnych. Budujemy złote cielce z naszych pewności.
Ale Ki Tisa przypomina nam: przymierze nie opiera się na doskonałości. Opiera się na teszuwie – powrocie – i na gotowości Boga do odnawiania tablic nawet po ich rozbiciu. Mojżesz wstawia się, lud pokutuje, a relacja zostaje naprawiona – nie dlatego, że ktokolwiek stał się bez skazy, lecz dlatego, że miłosierdzie tworzy przestrzeń dla wzrostu. I jak argumentowałem w zeszłym tygodniu – każdy spełniony micwa może być widziany jako poświęcenie lub odnowienie naszego przymierza, mimo naszego aktualnego, często niedoskonałego stanu umysłu czy serca w kwestii wiary religijnej.
Pomyślmy o naszych relacjach – małżeńskich, rodzinnych, wspólnotowych. Jak często cicho (lub głośno) wierzymy, że „tu jest miejsce tylko dla jednej idealnej osoby”? W danym momencie może to wydawać się wzmacniające, ale zamyka empatię. Blokuje 13 Atrybutów w naszym własnym życiu. Prawdziwe partnerstwo, tak jak odnowione przymierze, wymaga od obu stron przyznania: żadne z nas nie jest doskonałe i to w porządku. Jest miejsce dla dwóch niedoskonałych osób, by razem budować coś świętego.
Więc dziś pożyczymy trochę humoru Joanne – a potem pójdziemy głębiej. Zaśmiejmy się z własnej skłonności do zajmowania „idealnego” miejsca. Potem spójrzmy na 13 Atrybutów i zapytajmy: Jak mogę być wolniejszy do gniewu wobec małżonka, dzieci, współczłonków gminy? Jak mogę obfitować w dobroć, gdy ktoś mnie rozczaruje? Jak mogę stworzyć przestrzeń w tej relacji – osobistej, wspólnotowej, z Bogiem – dla więcej niż jednej niedoskonałej osoby?
Bo ostatecznie Tora nie obiecuje świata pełnego doskonałych ludzi. Obiecuje Boga, który mimo wszystko wybiera relacje – i zaprasza nas, byśmy czynili to samo.
Niech wszyscy znajdziemy odwagę, by porzucić nasze złote cielce i przyjąć wielkoduszną, choć nieco chaotyczną piękność bycia człowiekiem.
Szabat szalom,
Rabbi Mirski


Leave a Reply