• ABOUT
    • WHAT WE DO
      • OUR BROCHURE
      • CLERGY CABINET BLOG
      • CONGREGATIONAL HAPPENINGS
      • UKRAINE
        • JANUSZ KORSZAK CHILDCARE CENTER SUPPORTING SPYNKA
        • IN THE MATTER OF UKRAINE – WEBINAR
        • SUITCASES OF LOVE: CHAPTER 1
        • SUITCASES OF LOVE: CHAPTER 2
        • UKRAINIAN REFUGEE AID UPDATES
        • INTERIM PLANS AND GUIDING PRINCIPLES
        • SPECIAL REPORT UKRAINIAN REFUGEE RELIEF AND BEIT POLSKA REDEVELOPMENT
      • EVENTS
        • MORE EVENTS
        • CONCERTS
      • INITIATIVES
      • VISITING POLAND
      • HOLIDAYS
      • NARRATIVES
        • MORE NARRATIVES ON RABBI BELIAK’S BLOG
      • BEIT
        • BEIT WARSZAWA
        • BEIT TROJMIASTO
        • BEIT CENTRUM KI TOV
      • LIFECYCLE EVENTS
      • PAST TOURS OF POLAND
      • STEP-BY-STEP
        • Turning Points in Jewish History; The First Class
  • WEBSITE
  • WEBINARS
    • Turning Points in Jewish History
  • NEWSLETTER ARCHIVE
  • ENGLISH SERMONS
  • POLISH SERMONS
  • CONTACT
  • DONATE

FJRP Blog

Friends of Jewish Renewal in Poland

Friends of Jewish Renewal in Poland logo
You are here: Home / Polish Sermons / O tym, co dobre, a co złe (obiektywnie)

O tym, co dobre, a co złe (obiektywnie)

By Menachem Mirski PhD 08/22/2025 Leave a Comment Filed Under: Polish Sermons

*English Translation Here*

Refleksja nad paraszą Re’e 5785

Photo of Rabbi Menachem MirskiWszystko wydarzyło się na początku czerwca 2003 roku, w trakcie sesji egzaminacyjnej trzeciego roku studiów filozoficznych na UMCS w Lublinie. Byłem bardzo dobrym studentem, piątkowym, choć nie byłem wówczas szczególnie zdyscyplinowany. I właśnie z tego powodu musiałem spędzić całą noc na nauce do końcowego, rocznego egzaminu z epistemologii – teorii poznania. Egzamin ustny był o 9:00, dostałem piątkę i wróciłem do akademika, żeby po prostu pójść spać po nieprzespanej nocy.

Przespałem cały dzień. Obudziłem się wieczorem, tuż przed zmierzchem. Sprawdziłem swoją Nokię 3310 i znalazłem wiadomość od znajomego: jest impreza! W akademiku na Zana! Świetnie, pomyślałem, nie muszę nawet szukać imprezy, sama przysłała mi zaproszenie.

Poszedłem tam. Była 21:00, może 22:00. Wszyscy w pokoju byli już pijani albo kompletnie naćpani, albo jedno i drugie. Początkowo myślałem, że uda mi się ich “dogonić”, ale po jakiejś godzinie i dwóch piwach dałem sobie spokój. „Hej, idę do domu, do zobaczenia później, chłopaki”. – Idziesz do domu?? – powiedział jeden z moich kumpli, mamrocząc po pijaku – Tak, idę. – Idę z tobą – odpowiedział. – Ja też – dodał drugi kolega.

Wróciłem więc do mojego akademika, który znajdował się na kampusie, jakieś półtora kilometra od Zana, razem z dwoma pijanymi kumplami. Szliśmy przez stosunkowo spokojną okolicę. Nagle jeden z moich przyjaciół potknął się i upadł na samochód zaparkowany na ulicy osiedlowej. W ciągu kilku sekund zza rogu wybiegło trzech “karków” i zaczęłi nas bić. Byłem jakieś sześć metrów, może dziesię, przed nimi, odwróciłem się i zobaczyłem, co się dzieje. Napastnicy nie mieli z tego frajdy – ofiary nie stawiały oporu i po kilku ciosach leżały na chodniku. Widząc to, szybko „postanowiłem” posłuchać instynktu i zacząłem uciekać. I to był mój błąd. Pobiegli za mną i dopadli mnie jakieś 100 metrów dalej.

Jak sobie wyobrażacie, cała ich złość i żądza przemocy skupiły się na mnie. Po kilku ciosach i kopnięciach również leżałem na chodniku. Ale nie przestali. Kopali mnie, gdy leżałem na ziemi. Otrzymałem, nie wiem – trudno zliczyć, trudno zapamiętać – ale co najmniej dwa, może trzy tuziny ciosów i kopniaków. W końcu ukradli mi portfel i telefon, i uciekli, ale jestem absolutnie pewien, że to nie był motyw tego ataku. Byli po prostu krwiożerczy; najprawdopodobniej pod wpływem czegoś, chcieli po prostu zrobić komuś krzywdę i to bardzo. Osiągnęli swój cel – leżałem na ziemi w kałuży krwi.

Moi dwaj przyjaciele trochę wytrzeźwieli, ale nie do końca; wstali, podeszli do mnie i pomogli mi wstać; potem pomogli mi dotrzeć do naszego akademika – byliśmy mniej więcej w połowie drogi. Kiedy dotarliśmy do naszego akademika, każdy z nas poszedł do swojego pokoju. Ja dotarłem do swojego, gdzie straciłem przytomność.

Wtedy wydarzyło się coś, co najprawdopodobniej uratowało mi życie. Po około 20-30 minutach jeden z moich przyjaciół, który mieszkał obok, przyszedł do mojego pokoju. Miał problem z komputerem i przyszedł poprosić o radę. Pokój był otwarty; Wszedł do środka i znalazł mnie na podłodze w kolejnej kałuży krwi. Natychmiast wezwał karetkę i policję. Podniósł mnie i zszedł na dół. Ostro zrugał też portierkę, która tej nocy pełniła wartę. Jak to możliwe, że po prostu ich wpuściłaś, nie reagując? Dlaczego nie wezwałaś karetki, dlaczego nie wezwałaś policji?

Po krótkiej rozmowie z policją – odzyskałem przytomność po tym, jak obudził mnie mój przyjaciel – trafiłem do szpitala, na OIOM. Przez kolejne sześć dni byłem ledwo przytomny, może przez pół godziny dziennie, kiedy ktoś mnie odwiedzał i budził. Wiem, że pierwszego dnia odwiedziło mnie 26 osób, razem w jednej grupie. Potem przyjechali moi rodzice – musieli jechać pół dnia, żeby się tam dostać. Po tych sześciu dniach w końcu zrobili mi tomografię komputerową mózgu – myśleli, że sam wyzdrowieję! – i znaleźli krwiaka na płatach czołowych. Po kilku godzinach sprowadzili neurochirurga z Uniwersytetu Medycznego, żeby przeprowadził operację.

Obudziłem się rano, w pełni przytomny i czując się całkiem dobrze. Wstałem, ale kazano mi się położyć i tak zostać przez co najmniej 2-3 dni.

Ale, jak się domyślacie, po tym traumatycznym doświadczeniu nie czułem się dobrze psychicznie. Moją duszę rozdzierały rozmaite uczucia – pragnienie zemsty, sprawiedliwości, ale także fundamentalna wdzięczność za samo to, że żyję. Czasami wyobrażałem sobie, jak tych bandytów wrzucają do basenu wypełnionego wodą zmieszaną z kwasem – tak, to była jedna z moich mściwych fantazji. Ale kiedy po kolejnych dwóch tygodniach opuściłem szpital, wdzięczność za to, że żyję, wzięła górę i te paskudne fantazje zniknęły.

W ciągu kilku miesięcy wydarzyły się dwie ważne rzeczy, jeśli chodzi o moje wewnętrzne, duchowe życie, które zadecydowały o reszcie mojego życia. Po pierwsze, egzystencjalny lęk – lęk przed śmiercią, którego dość często doświadczałem w młodości – całkowicie zniknął. Co ważniejsze, uświadomiłem sobie coś absolutnie fundamentalnego, a mianowicie, że to, co doświadcza czegoś, co należałoby nazwać czystym złem, czystym i obiektywnym złem, po prostu nie da się ująć w perspektywie, z której nie będzie już postrzegane jako zło. Ale to oczywiście nie był koniec mojego procesu myślowego, a dopiero początek. Zrozumiałem również, że skoro istnieje czyste, obiektywne zło, może, a nawet musi istnieć czyste, obiektywne dobro – coś, czego filozofowie religijni poszukiwali przez tysiące lat. Cały mój filozoficzny, religijny i etyczny światopogląd obrócił się o 180 stopni. Całkowicie odrzuciłem relatywizm moralny – coś, co wcześniej było niemal moją religią. To wówczas rozpoczęła się moja duchowa droga, osoby aktywnie poszukującą prawdy i obiektywnych zasad.

Nauczyłem się WIELE z tego doświadczenia i zmieniło ono bieg całego mojego życia. Skupię się jednak na jednej, fundamentalnej lekcji, którą z niej wyniosłem, mianowicie na tym, że dobro i zło istnieją obiektywnie i pomimo trudności wynikających z tego twierdzenia, można je fundamentalnie rozróżnić, wbrew temu, czym regularnie karmi nas kultura postmodernistyczna. Ta lekcja, to filozoficzne stwierdzenie, znajduje swój jasny wyraz na samym początku naszej paraszy na ten tydzień:

Oto, przedstawiam wam dzisiaj błogosławieństwo i przekleństwo; Błogosławieństwo, – jeżeli usłuchacie przykazań Wiekuistego, Boga waszego, które wam przykazuję dzisiaj; A przekleństwo, – jeżeli nie usłuchacie przykazań Wiekuistego, Boga waszego, i zstąpicie z drogi, którą wam wskazuję dzisiej, idąc za bogami innymi, których nie znacie. (Pwt 12:26-28)

Tak, we wszechświecie istnieje wiele rzeczy względnych, a z pewnością istnieją również rzeczy względne w etyce. Ale to powszechne przekonanie w żadnym wypadku nie dowodzi, że wszystko jest względne. Dokonywanie takiego przeskoku, wyciąganie tak ogólnego wniosku z prostej, codziennej obserwacji – że istnieją rzeczy względne – to zwykłe intelektualne lenistwo.

Więc nie, chociaż we wszechświecie istnieją rzeczy względne lub subiektywne – i istnieje wiele rzeczy, których postrzeganie zależy od pewnego punktu widzenia lub warunków wstępnych ustalonych w indywidualnym umyśle ludzkim – istnieją również rzeczy, których istota nie zależy od tego, kto je postrzega i ocenia. Rzeczy takie jak morderstwo – czyli nieuzasadnione zabójstwo – czy jakakolwiek przemoc z nienawiści, po prostu w celu zaspokojenia jakiegoś ludzkiego pragnienia lub rozładowania napięcia – są obiektywnie złe. Każdy nieetyczny czyn, który niesie ze sobą poważne konsekwencje i jest jednocześnie nieodwracalny – jest obiektywnie zły. W naszej żydowskiej historii mamy wiele przykładów przypadków obiektywnego zła. Na przykład, każde dziecko lub młody Żyd zamordowany w Holokauście mógł mieć wielu potomków. W tym momencie mogłoby być 30, a może nawet 40 milionów Żydów na świecie. Jest nas 15,8 miliona, ledwo zbliżamy się do liczby sprzed II wojny światowej. Kolejnym tutaj przykładem obiektywnego zła są oszczerstwa, zwłaszcza powtarzane bez końca i szeroko rozpowszechnione. W istocie, każdy nieodwracalny nieetyczny akt – jak zdrada małżeńska, która często trwale i nieodwracalnie niszczy związek miłosny między dwojgiem ludzi – jest obiektywnie zły i zazwyczaj ma podobne, obiektywne, nieodwracalne konsekwencje.

To wszystko prawda i instynktownie to rozumiemy. Głównym problemem jest to, że język używany obecnie w naszej kulturze spłaszcza moralny wszechświat. Sprawia, że obiektywne, odwieczne prawdy ​​brzmią jak opinie. Architekci tego płaskiego, relatywistycznego języka spędzili dekady w swoich przytulnych, komfortowych biurach na uniwersytetach, przeprogramowując język, wszystkie znane pojęcia etyczne, wolność, sprawiedliwość, a nawet samą rzeczywistość. Ale ten intelektualny projekt, niezależnie od tego, jak dobrze zaplanowany i jak bardzo wspierany, nie przetrwa zbyt długo. Obecnie rozpada się na naszych oczach. Rzeczywistość – i Bóg, uniwersalny prawodawca – pukają do naszych drzwi. Zbliżamy się do nowej ery duchowej i intelektualnej. Znacznie szczęśliwszej niż ta, którą opuszczamy. Zapamiętajcie moje słowa.

Szabat szalom

Rabin Mirski

Moją duszę rozdzierały rozmaite uczucia – pragnienie zemsty, sprawiedliwości, ale również uczucie fundamentalnej wdzięczności za to, że po prostu żyję.

Leave a Reply Cancel reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

  • Facebook
  • RSS
  • YouTube
DONATE TO OUR GENERAL FUND HERE
SUBSCRIBE TO OUR YOUTUBE CHANNEL
EUPJ_logo

Categories

Archives

Copyright © 2026· Friends of Jewish Renewal in Poland