Refleksja nad paraszą Wajachel 5785
W paraszy na ten tydzień widzimy kulminację tygodni starannych instrukcji dotyczących budowy Miszkanu. W poprzednich trzech paraszach dowiedzieliśmy się, co mamy robić i jak to robić, co wykorzystywać, a także jakie konkretne specyfikacje stosować w każdej z sekcji Tabernakulum. Teraz, gdy czytamy Paraszę Wajachel (a w przyszłym tygodniu Pekudei, które często czytamy razem), nadszedł czas na działanie. Plany są bezużyteczne, jeśli nie zostaną wdrożone. Tora przedstawia nam szczegółowy opis tego, jak owe plany zostały wdrożone — bowiem judaizm ostatecznie zawsze dotyczy działania.
Termin Wajachel dosłownie odnosi się do „zbierania, gromadzenia”. Jest to lekcja wspólnoty, gromadzenia się dla sprawy. Pekudei – porcja Tory, którą będziemy czytać za tydzień – dotyczy szczegółów, poszczególnych części, które stanowią całość. Jest to konieczny dualizm żydowskiego życia: nigdy nie możemy stracić z oczu szerokiego, ogólnego obrazu, i jednocześnie nigdy nie możemy stracić z oczu każdego pojedynczego działania.
Wiecie kim był Becalel? Artysta, któremu Wiekuisty powierzył całą wizję i budowę Przybytku. Ale co naprawdę ważne, Becalel był natchniony Duchem Bożym – Ruach Elohim, duchem bożym — to bardzo rzadkie, ta sytuacja w Torze przydarza się tylko 4 razy. W rzeczywistości to błogosławieństwo zdarza się tylko cztery razy w całej Torze. Podkreśla to fakt, że nie jest to coś, na czym możemy po prostu polegać, zwyczajnie oczekiwać. Boska inspiracja nie spływa na nas tak po prostu. Becalel także musiał działać — wykorzystując swoją mądrość, umiejętności i zasoby. I nie zrobił tego sam — Oholiab był jego pomocnikiem, a wraz z nimi dziełem całego ludu.
W tej porcji Tory przypominamy sobie podstawową prawdę: nic nie jest osiągane w pojedynkę. Izraelici nie wstali pewnego ranka, aby znaleźć ukończony Przybytek. Wymagało to planowania, wymagało wykwalifikowanych rzemieślników i wymagało całej społeczności, aby zapewnić zasoby i czas. Darowizny były tak duże, że Mojżesz musiał powiedzieć ludziom, aby przestali dawać. To jedyny przypadek w historii, a prawdopodobnie także w czasach współczesnych, kiedy rabin musiał przerwać zbiórkę, gdyż ofiarowano zbyt wiele!
Judaizm jest religią działania. W innych religiach i filozofiach istnieją nauki biernej akceptacji, które uczą harmonii poprzez nicnierobienie. Wu-Wei w taoizmie to zasada, która zachęca do niedziałania lub bezwysiłkowego działania by podążać za i zjednoczyć się naturą. W judaizmie jest to nie do pomyślenia. Nie pozwalamy, aby rzeczy po prostu przydarzały się nam na tym świecie — sami je sprawiamy. Z wielu powodów, między innym dlatego, że świat, szczególnie ludzki, nigdy nie był specjalnie przyjazny wobec nas jako ludu. Nie bierzemy świata takim, jaki jest — zamiast tego sprawiamy, czym może być. Nie siedzimy i nie czekamy, aż natchnienie nas uderzy — zamiast tego sprawiamy, że się coś dzieje.
Jedno z przesłań paraszy Wajachel jest takie, że judaizm opiera się na wspólnocie, a wspólnota znajduje się w synagodze. Tak jak nie porzucamy judaizmu, ponieważ nie podoba nam się jakiś jego aspekt, tak samo nie porzucamy naszej synagogi, gdy sprawy nie są dokładnie takie, jak byśmy chcieli. Zamiast tego bierzemy udział w jej kształtowaniu, wzmacnianiu, czynieniu z niej miejsca o znaczeniu i celu. Przybytek nie został zbudowany przez kilka zainspirowanych osób, ale przez społeczność chętną do pracy, dawania i rozwoju. Jeśli czegoś nam brakuje, nie odchodzimy; wkraczamy. Nie dzięki cudom zbudowano Miszkan, ale dzięki ludzkim rękom, którym przewodził Bóg. Weźmy wszyscy tę lekcję i działajmy — nie czekając nigdy na nadejście tej szczególnej chwili, czy na natchnienie, które nas uderzy, ale budując, tworząc i przyczyniając się do pełnego pasji życia żydowskiego własnymi sercami i rękami.
Szabat szalom!
Rabin Mirski
Leave a Reply