• ABOUT
    • WHAT WE DO
      • OUR BROCHURE
      • CLERGY CABINET BLOG
      • CONGREGATIONAL HAPPENINGS
      • UKRAINE
        • JANUSZ KORSZAK CHILDCARE CENTER SUPPORTING SPYNKA
        • IN THE MATTER OF UKRAINE – WEBINAR
        • SUITCASES OF LOVE: CHAPTER 1
        • SUITCASES OF LOVE: CHAPTER 2
        • UKRAINIAN REFUGEE AID UPDATES
        • INTERIM PLANS AND GUIDING PRINCIPLES
        • SPECIAL REPORT UKRAINIAN REFUGEE RELIEF AND BEIT POLSKA REDEVELOPMENT
      • EVENTS
        • MORE EVENTS
        • CONCERTS
      • INITIATIVES
      • VISITING POLAND
      • HOLIDAYS
      • NARRATIVES
        • MORE NARRATIVES ON RABBI BELIAK’S BLOG
      • BEIT
        • BEIT WARSZAWA
        • BEIT TROJMIASTO
        • BEIT CENTRUM KI TOV
      • LIFECYCLE EVENTS
      • PAST TOURS OF POLAND
      • STEP-BY-STEP
        • Turning Points in Jewish History; The First Class
  • WEBSITE
  • WEBINARS
    • Turning Points in Jewish History
  • NEWSLETTER ARCHIVE
  • ENGLISH SERMONS
  • POLISH SERMONS
  • CONTACT
  • DONATE

FJRP Blog

Friends of Jewish Renewal in Poland

Friends of Jewish Renewal in Poland logo
You are here: Home / Polish Sermons / Lęk nie przebije bańki – Pokora może

Lęk nie przebije bańki – Pokora może

By Menachem Mirski PhD 12/05/2025 Leave a Comment Filed Under: Polish Sermons

ENGLISH TRANSLATION HERE

Refleksja nad paraszą Wajiszlach 5786

Photo of Rabbi Menachem Mirski

Rabbi Menachem Mirski

Wyobraźmy sobie scenę: Jaakow siedzi w kawiarni na Nowym Świecie w Warszawie albo w dzielnicy Kazimierz w Krakowie. Podchodzi znajomy: „Cześć Jaakow, jak leci? Co słychać?” Jaakow się uśmiecha: „Życie? Cudownie. Dobra praca, dzieci w świetnych szkołach, szabatowe kolacje z przyjaciółmi, wakacje w górach albo nad Bałtykiem… Jedyny problem, że kiedy wszystko jest tak spokojne i normalne, ciągle czekam, aż znowu wybuchnie antysemityzm.”

Niektórzy z nas mają w naturze liczyć błogosławieństwa. A jest ich naprawdę wiele. Po mroku XX wieku ostatnie kilkadziesiąt lat w Polsce i w wolnej Europie były czasem niemal nieprawdopodobnego odrodzenia. Miasta, które były grobami, znów stały się domami. Od Wrocławia po Wilno, od Berlina po Budapeszt na nowo otworzyły się żydowskie szkoły, przedszkola, synagogi i domy wspólnotowe. Festiwale – krakowski Festiwal Kultury Żydowskiej czy warszawski Festiwal Singera – co roku przyciągają dziesiątki tysięcy ludzi. Młodzi Żydzi studiują na uniwersytetach bez limitów, zakładają firmy, kręcą filmy, wchodzą do polityki. Hebrajski i jidysz znowu brzmią na ulicach, które kiedyś słyszały tylko ciszę albo krzyki. Unia Europejska, mimo wszystkich swoich wad, dała ramy prawne i prawa, o których nasi pradziadkowie nie śmieli nawet marzyć. Polska, Węgry, Czechy, Niemcy, Litwa – każde na swój sposób – oficjalnie uznały Shoah, zbudowały muzea, uchwaliły ustawy restytucyjne, finansują renowację cmentarzy i synagog. Antysemityzm istnieje (nikt nie jest naiwny), ale codzienne życie większości Żydów w Warszawie, Pradze czy Budapeszcie jest bezpieczniejsze i bardziej „normalne” niż wszystko, czego doświadczali europejscy Żydzi między 1933 a 1989 rokiem – i przez wiele wieków wcześniej. Nasi dziadkowie mogli o tym tylko marzyć. A jednak to marzenie wydaje się kruche, bo dobrze wiemy, jak szybko Europa potrafi zmienić zdanie.

Nie trzeba daleko szukać przypomnień. Setki tysięcy naszych braci i sióstr wciąż żyje w Rosji i na Białorusi pod reżimami, które dławią wolność i manipulują historią. Dalej na wschód, na Ukrainie, Żydzi żyją, uczą się i odbudowują wspólnoty w miastach dosłownie ostrzeliwanych rakietami. Tu, na Zachodzie, też mamy problemy: okresowe fale antysemityzmu z prawej i z lewej, paskudne incydenty po każdym zaostrzeniu na Bliskim Wschodzie, nienawiść z internetu, która wylewa się na mury i czasem na ulice. Ale kiedy przypomnimy sobie to, co dobre, dostrzegamy: te dekady od 1989–1990 roku to rodzaj cudu, wąskie okno łaski kupione żydowską upartością, europejskim rachunkiem sumienia i odrobiną zwykłego szczęścia.

A jednak obok wdzięczności coraz silniejszy jest lęk. Kontynent znów wydaje się pęknięty. Powracają stare nacjonalizmy. Partie populistyczne, kiedyś marginalne, dziś siedzą w parlamentach, a czasem w rządach. Media społecznościowe zamieniają każdą różnicę zdań w wojnę plemienną. Spory o migrację, historię, tożsamość, Izrael stają się polami bitew, na których najpierw ginie niuans, a potem relacje. Zaufanie do instytucji topnieje dokładnie wtedy, gdy najbardziej go potrzebujemy. 7 października i wojna, która po nim nastąpiła, przyniosły najgorszą falę antysemityzmu w Europie od 1945 roku: ataki na synagogi w Niemczech, żydowskie szkoły pod policyjną ochroną we Francji, okrzyki „Gazujcie Żydów” w Amsterdamie, studenci bojący się nosić kipę w Londynie czy Malmö. W naszych własnych wspólnotach kłócimy się zajadle o Izrael, o to, jak reagować, o to, kto jest „prawdziwym” Żydem, o politykę lewicową i prawicową. Strach nie jest wymyślony – nic dziwnego, że ludzie są na krawędzi. Większość tego lęku nie jest irracjonalna – to naturalna reakcja myślących osób, które próbują poruszać się w świecie pełnym kłamstw, eskalacji i słownej agresji, która szybko może przerodzić się w coś mroczniejszego.

Ten sam dreszcz przebiega przez naszą paraszę. Ostatnie wyraźne wspomnienie Jakuba o Ezawie to brat, który chciał go zabić. Gdy więc posłańcy wracają z wieścią: „Ezaw idzie na twoje spotkanie, a z nim czterystu ludzi”, Jakub wpada w panikę. Dzieli obóz, modli się w udręce, szykuje się do wojny – bo jego wewnętrzny świat wciąż rządzi się dawną, prawdziwą, lecz już nie w pełni aktualną rzeczywistością. Jeszcze nie widzi, że czas popracował także nad Ezawem. Jego bańka lęku i poczucia winy zniekształca teraźniejszość.

Robimy dokładnie to samo. Każdy wredny tweet, każdą marsz skrajnej prawicy, każdą lewicową demonstrację, która przekroczy granicę antysemityzmu, odczytujemy przez pryzmat: „Noc kryształowa jest zawsze o jedne wybory stąd”. Czasem patrzymy na współbraci, którzy głosują inaczej, modlą się inaczej, mają hebrajski albo polski albo węgierski jako język serca, i myślimy: zdrajca, samonienawidzący, fanatyk, naiwniak. Nasze bańki chronią nas, ale też nas oślepiają.

Jak więc przebić bańkę? Jakub pokazuje drogę: radykalna pokora. Nie słabość, nie samozniszczenie, lecz świadome obniżenie ego. Gdy Jakub w końcu spotyka Ezawa, kłania się siedem razy. Nazywa brata „panem moim”, a siebie „sługą twoim”. Raszi uczy, że pokłonił się – bechnija g’dola –w całkowitym uniżeniu. Sforno zauważa, że Jakub chwilowo traktuje Ezawa jak pierworodnego, odwraca role dla dobra pokoju. Mistrzowie chasydzcy widzą w siedmiu ukłonach unieważnienie siedmiu cech emocjonalnych, przemianę energii nienawiści w miłość.

Oczywiście pokora ma granice. Ślepe poddanie się wobec rzeczywistej nierównowagi sił może umożliwić zło; sam Jakub potem trzyma dystans i osiada w innym miejscu. Chodzi o to, by uciszyć ego na tyle, by naprawdę zobaczyć człowieka naprzeciwko.

Dla nas w Europie (a zwłaszcza w kruchej żydowskiej rzeczywistości Polski) oznacza to podchodzenie do naszych „Ezawów” – sąsiada, który głosuje na partię, której się boimy się, kuzyna, który ma inną relację z Izraelem, nieżydowskiego kolegi, który powie coś niezręcznego, ale nie złośliwego – z prawdziwą pokorą. Nie z arogancją „ja znam prawdziwą lekcję historii”, nie z przewracaniem oczami, lecz z gotowością słuchania, z ukłonem wewnętrznym, nawet jeśli zewnętrznie się nie kłaniamy. Tak właśnie utrzymujemy relacje, gdy wszystko wokół chce je rozrywać.

Bo lęk nie przebije naszych baniek. Oburzenie nie przebije naszych baniek. Może to zrobić tylko pokora i cicha odwaga szukania pojednania, przy jednoczesnej ochronie tego, co najcenniejsze.

Szabat szalom

Rabin Mirski

Leave a Reply Cancel reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

  • Facebook
  • RSS
  • YouTube
DONATE TO OUR GENERAL FUND HERE
SUBSCRIBE TO OUR YOUTUBE CHANNEL
EUPJ_logo

Categories

Archives

Copyright © 2026· Friends of Jewish Renewal in Poland